Historia żółtej ciżemki - streszczenie szczegółowe - klp.pl
Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Po powrocie Wawrzek zabrał się do rzeźbienia królewny. Tej nocy Jan Długosz także nie mógł zasnąć. Słysząc jakieś dźwięki udał się do komnaty sług. Po cichu wszedł i przyglądał się pracy chłopca. Ten spłoszył się na chrząknięcie kanonika i obawiał batów. Długosz jednak powiedział, by pokazał mu gotowe prace. Poprosił o swoją podobiznę. Przyzwolił, by Wawrzek rzeźbił w ciągu dnia.

Uczeń mistrza Wita
Wit Stwosz zabija anioła. — Okrutnie dobry brodaty człowiek. — Wawrzuś i święci z ołtarza. — Legenda o Wniebowzięciu. — Po co przyszedł do warsztatu gwardian bernardynów.

Długosz rozmyślał, jak sprawnie przyjąć podkanclerzego (dawnego wroga), który miał mu przynieść arcybiskupią nominację. Wezwał swego krewnego i sługę pana Żegotę i przykazał mu zabawiać urzędnika. Sam zaś przywołał Wawrzka, kazał mu iść wraz z rzeźbami z sobą. Weszli na podwórze domu przy Poselskiej, gdzie znajdowały się różnorodne kłody drewna. Usłyszeli kłócące się głosy – mistrza karcącego za niedoróbki wyrobnika. Z pomieszczenia wyszedł gniewny mężczyzna i rozbił drewnianą figurkę. Gdy zobaczył Długosza uspokoił się i zaczął z nim rozmawiać.

Wit Stwosz opowiedział o swej pracy nad ołtarzem i przeszkodach i zaprosił gościa do pracowni. Wytłumaczył na czym polega koncepcja ołtarza zamykanego jak szafa i pochwalił się ukończoną częścią dzieła. Długosz zachwycał się jakością poszczególnych rzeźb, a następnie pokazał mu rzeźby Wawrzusia. Stwosz początkowo nie mógł uwierzyć, że wykonało je dziecko. Następnie porwał malca na ramiona i zapytał, czy chce być jego uczniem. Gdy Wawrzuś oglądał pracownię pouczył jednego z czeladników, jak ma wyglądać wół. Nagle zobaczył Stanka i przywitał radośnie. Okazało się, że to syn Stwosza, z którego ojciec był bardzo dumny.

Po trzech latach Wawrzuś, mimo że był najmłodszym czeladnikiem, przerastał innych zdolnościami i chęcią do pracy. Zaszczytem było dla niego rzeźbienie zakończeń belek, które miały się znaleźć w głównej części tryptyku Stwosza. Wszystko układało się pomyślnie, jednak Wawrzek wciąż tęsknił za rodziną. Pewnego razu wyrzeźbił za innego czeladnika, Krystka, jaszczurkę, za którą ten dostał pochwałę od mistrza. Wkrótce zmarł Jan Długosz, a jego pogrzeb i złożenie zwłok na Wawelu miały bardzo uroczystą oprawę. Rok później w lipcu 1482 roku zmarł pierwszy opiekun chłopca – ojciec Szymon z Lipnicy, mający chwałę świętego. Dziecko silnie przeżyło stratę najbliższej sobie osoby.

Mijały miesiące i dwunastoletni Warwrzuś wciąż uczestniczył w pracach nad ołtarzem. Często to jego wersja elementów ołtarza była najlepsza, jednak inni młodsi czeladnicy nie zazdrościli mu szanując jego pokorę, a czasem wysługując się nim. Pewnego wieczoru, gdy nikogo nie było Wawrzek zakradł się do pracowni mistrza by podziwiać figury apostołów. Nakrył go Stanko i zganił za samowolę. Opowiedział chłopcu legendę o wniebowstąpieniu Matki Boskiej, która miała zostać ukazana na ołtarzu. Stwierdził, że jego ojca czeka jeszcze wiele pracy.

Miesiące mijały. Wit Stwosz miał bardzo chwiejny nastrój – raz ganił uczniów za najmniejszy błąd, innym razem wszystkich chwalił. Wawrzuś jako najmłodszy zajmował się sprzątaniem pracowni po skończonej robocie. Raz zastał go przy tym ksiądz Makaray, przełożony klasztoru bernardynów. Powiedział, że pragnie zamówić postaci do jasełek od jednego z czeladników Wita Stwosza. Wawrzuś pokazał mu swe prace, a nieświadomy duchowny wybrał do wykonania zlecenia ich autora. Nie mógł uwierzyć, że to mały chłopak je wyrzeźbił, jednak zgodził się, by na próbę czeladnik przygotował postaci pasterzy.

Jasiek
„Panu Jezusowi za darmo”. — Pan Świrenkowicz z Wilna. — Arcydzieło Wawrzusia. — „Skrzypi wóz, wielki mróz”. — Ręka rękę… łapie. — Dole i niedole Jaśka z Poręby. — Straszne spotkanie. — Przez okienko do miasta

Wawrzek pokornie spytał mistrza Stwosza, czy może zająć się jasełkami. Inny czeladnik Jurek oskarżył małego o chciwość, ten jednak powiedział, że nie zgodził się przyjąć od zakonnika żadnej zapłaty. Majster obiecał dać mu drewno i zwolnił z innych obowiązków, a Stach zobowiązał się pomalować gotowe rzeźby. Młody czeladnik ochoczo zabrał się do pracy. Pastuszkom nadał twarze czeladników Wita oraz przyjaciela z dzieciństwa – Jaśka. Wszyscy w warsztacie podziwiali jego dzieło. W połowie grudnia wraz z Wojtkiem zawiózł rzeźby do klasztoru. Zaznaczył, że przed świętami sam je ustawi. Przełożony klasztoru nie mógł uwierzyć, że to Wawrzuś wykonał rzeźby.

Do Wita Stwosza przybył pochodzący z Wilna Andrzej Świrenkowicz. Poinformował mistrza, że gdy królewicz Kazimierz ciężko zachorował cały dwór zobowiązał się w jego intencji złożyć przyrzeczenie. Zdecydowali się ufundować ołtarz do prywatnej kaplicy królewicza. Wykonać miał go Wit Stwosz. Mistrz przeraził się, gdyż wciąż pracował nad mariackim obrazem, a lata szybko mijały. Był zły, ale zgodził się wyrzeźbić ołtarz do końca lutego – chodziło o zdrowie następcy tronu. Wybrał jedną z figur Matki Boskiej i kazał ją pomalować.

Ksiądz Melchior zapowiadał, że w tym roku Kraków zobaczy jasełka, jakich jeszcze nie było. 23 grudnia Wawrzuś ustawił figury w klasztorze w kaplicy św. Anny. Przedstawienia jasełkowe odbywały się do końca stycznia. W święto Trzech Króli chłopiec także przyszedł na uroczystość i wysłuchiwał pochwał na temat swojego dzieła. Mówił, że wykonał je zwykły uczeń, a zebrani traktowali to jako kpiny i ganili go. Nagle Wawrzuś zobaczył, jak złodziej wykrada mieszczce sakiewkę i chwycił go silnie za rękę. Okazało się, że to jego przyjaciel – Jasiek z Poręby. Ten powiedział, by dawny znajomy go nie osądzał dopóki nie wysłucha jego historii. Chłopcu poszli porozmawiać na przedmieście – Brzegi. Jasiek wyznał, że służy u pana, który go zmusza do złodziejstwa.

Jasiek opowiedział, że po zniknięciu Wawrzka zmarła mu matka. Macocha wyganiała go z domu. Najpierw terminował u kowala, a następnie pasł krowy wójta w Łobzowie. Dowiedział się, że jego ojciec również zmarł. Służył następnie w stajni w Niegoszowicach. Był dobrym woźnicą, dlatego dostawał od pana zapłatę. Chciał układać tyle, by kupić grunt. Pewnego dnia w Krakowie kupiec naciągnął go na zwierzenia przy miodzie. Obiecał przyuczyć go do zawodu kupca. Jasiek odszedł z dotychczasowej służby i odnalazł pana Hincza Bartnika. Początkowo został jego sługą. Pan odebrał mu wszelkie oszczędności, a następnie zaczął przyuczać do fachu złodzieja.

Gdy Jasiek wprawił się w okradaniu kukły, pan wziął go jako pomocnika przy okradaniu domostw. Chłopak miał stać na straży. Kilkakrotnie się im powiodło, aż pewnego dnia zostali przyłapani. Jasiek usłyszał, że jest złodziejem i zdał sobie sprawę u kogo służy. Udało mu się zachować łup i postanowił rano oddać go w ratuszu. Jednak jego pan przestrzegł go, że jeśli go wyda sam zostanie skazany na długoletnie więzienie za pomocnictwo, dlatego Jasiek zrezygnował z donosu i nadal mu służył. Wawrzek pożegnał się z przyjacielem, myśląc jak go uwolnić od opresji. Po drodze spotkał kolędników, jednak nie dał się im namówić na nocowanie poza domem. Gdy zbliżał się do bram dostrzegł pielgrzyma-czarownika, którego ktoś nazwał Czarnym Rafałem. Złodziej zaczął go ścigać, a brama miejska była zamknięta. Udało się jednak Wawrzekowi wejść przez otwarte okno.

Święty Kazimierz
Do Wilna. — Piwna polewka u pani Salomei. — Kąpiel Wawrzusia w Narwi. — O czym Bystry gadał z Kudrasiem. — Strzała Stanka i nóż pielgrzyma. — Żółte ciżemki. — „Omni die dic Mariae”. — Zgon królewicza.

Wiadomości o zdrowiu królewicza Kazimierza były niepokojące. Wit Stwosz pospieszał prace nad ołtarzem, aż trzydziestego stycznia był gotowy do przewiezienia. Wawrzuś jedynie w wolną niedzielę mógł widzieć się z Jaśkiem, ale drzwi zawsze zastawał zamknięte. Wraz z Stankiem i Jurkiem mały czeladnik wyruszył do Wilna. Przewodził im doświadczony woźnica – Błażej. W Lublinie zatrzymali się u Mikołaja z Proszowic, brata Żegoty. Okazało się, że mężczyzna był krótko trzymany przez żonę, jednak mimo to zostali godnie przyjęci.

Gdy przekraczali Narew pod saniami załamał się lód i pierwsza para koni wpadła do wody, a za nimi druga. Na szczęśćcie niedaleko była wieś i wkrótce nadbiegli wójt z parobkami. Udało się im uratować konie. Wawrzek pragnąc wyciągnąć z przerębla skrzynię z figurami sam wpadł do wody. Uratował go Błażej. Wszyscy posileni u wójta i wypoczęci ruszyli nazajutrz w dalszą drogę. Okazało się, że jednemu z koni spuchła noga, a Wawrzuś czuje się niezdrów. Zatrzymali się w jednej z gospód pod Białymstokiem. Chłopak zmorzony snem pozostał sam w gospodzie. Gdy się ocknął usłyszał rozmowę dwóch gości. Rozmawiali o ormiańskich kupcach i drogocennych rzeczach jakie wieźli. Planowali, jak by ich napaść. Bystry i Kudraś wspominali o jakimś Majstrze. Umówili się na drugi dzień pod trzema dębami. Wawrzuś opowiedział wszystko kompanom, a ci stwierdzili, że albo widział prawdziwych zbójów, albo mu się w gorączce wydawało.

Pod wieczór do karczmy zajechało rzeczywiście dwóch kupców ze Lwowa. Krakowianie ostrzegli ich przed zasadzką. Rano ruszyli wspólnie. Chłop poinformował, że w kuźnickim borze od dawna grasuje banda Majstra, jednak nie sposób ich złapać. Nagle banda napadła na wozy z kosztownościami. Błażej ze starszymi chłopcami ruszył kupcom na ratunek. Wawrzek ujrzał, że Majster to pielgrzym-czarownik, Czarny Rafał z Krakowa. Wystraszony popuścił konie. Za krakowskim wozem skrył się jeden z kupców, a chłopiec zdzielił batem Bystrego. W tym momencie Majster rozpoznał Wawrzka i ruszył za uciekającym chłopcem. Dogonił go i porwał na konia, jednak zwierzę zostało postrzelone przez Stacha. Pielgrzym jednak dopadł małego i ranił go nożem. Zaatakowany przez Stanka, widząc posiłki umknął. Podobnie umknęła reszta jego kompanii. Po naprawie wozów ułożono Wawrzka na jednym z nich i ruszono dalej.

Rana chłopca okazała się niegroźna. Drugiego marca wozy dotarły do Wilna bez przeszkód. Kupcy wskazali, jak dojechać do królewskiego zamku i pożegnali się. Na zamku przywitał ich pan Świrenkowicz. Zapewnił miejsce do pracy i nakazał pośpiech z powodu zdrowia królewicza. Gdy nazajutrz młody Kazimierz usłyszał odgłosy zbijania ołtarza zapragnął ujrzeć gości z Krakowa. Został wniesiony w lektyce do sali, gdzie pracowali snycerze. Był blady i osłabiony. Obejrzał poszczególne figury, ucieszył się z figurek aniołków. Gdy dowiedział się, że jednego z nich wyrzeźbił Wawrzek dał mu kilka dukatów i spytał co za nie kupi. Gdy ten wspomniał o żółtych ciżemkach, o których marzył od pięciu lat, król kazał przynieść ze swojej garderoby żółte buty, które okazały się niegdyś na niego za małe.

Nazajutrz, czwartego marca nastąpiło poświęcenie ołtarza. Okazało się, że król od północy nic nie jadł. Medyk zaklinał księdza, by namówił Kazimierza do przełknięcia czegokolwiek. Ten został wniesiony w lektyce do kaplicy, zażądał klęcznika. Śmierć była coraz bardziej wyraźna na jego twarzy. W pewnym momencie zemdlał, jednak godnie przyjął Komunię świętą. Dworzanie na koniec mszy zaśpiewali ulubiony hymn kniazia. Ksiądz widząc, że Kazimierz zmarł odmówił „wieczne odpoczywanie”.

Tajemnica dworku pod cmentarzem
Co krakowski burmistrz kazał ogłosić pod ratuszem. — Okienko we drzwiach. — Człowiek o pięciu imionach. — Kto pod kim dołki kopie. — Na co się zdała ciężka beczka. — Przez mur cmentarny.

Wawrzek, wysłany przez Wita do jego brata po złoto przez przypadek spotkał Jaśka w Krakowie. Usłyszeli bicie bębna zwołujące mieszkańców w celu ogłoszenia ważnej wiadomości. Przedstawiciel burmistrza wyznaczył nagrodę za wydanie Czarnego Rafała znanego także jako Majster lub Wojewoda. Wawrzuś zbladł, a następnie opowiedział koledze o swych spotkaniach ze zbójem. Jasiek pod nieobecność swojego złego pana, który był na Węgrzech, zarabiał usługując ludziom. Po powrocie jego pan zamknął się w domu i nie wychodził. Wawrzuś umówił się z jaśkiem na kolejne spotkanie nazajutrz.

Wawrzek po pracy ruszył do domu Bartnika, na spotkanie z Jaśkiem. Jakaś postać otworzyła mu drzwi i dopiero w środku zobaczył, że to pielgrzym – złoczyńca. Pięć lat czekał na chwilę zemsty na chłopcu. Teraz zapowiadał, że poderżnie mu gardło. Ofiara próbowała uciec, jednak wpadła do jakiegoś lochu. Gdy chłopak się ocknął stwierdził, że jest uwięziony. Nad sobą usłyszał rozmowę Jaśka z jego panem. Miał gościa i pragnął napić się miodu. Jasiek usłyszał nawoływania przyjaciela, wykradł klucz Hinczowi Bartnikowi, czyli Czarnemu Rafałowi i uwolnił więźnia. Ten, po kłótni z kupcem, zszedł do lochu, by rozprawić się z Wawrzkiem, a Jaśka wysłał na strych po worek. Gdy złodziej znalazł się pod ziemią chłopcy zamknęli za nim klapę i zastawili ciężką beczką.

Zbój przekonywał, by go wypuścili. Obiecał nic im nie zrobić. Następnie przysiągł, że sowicie ich wynagrodzi, gdy go uwolnią. W miejscu, gdzie stała beczka chłopcy znaleźli tajne wejście. Na dole odnaleźli miejsce, gdzie złodziej przechowywał swoje łupy. Wawrzek postanowił zawiadomić straż. Na zewnątrz wydostali się przez płot cmentarny. Jaśkowi wciąż wydawało się, że widzi duchy. Dotarli do bramy miejskiej, jednak strażnicy nie chcieli ich wpuścić i nie wierzyli, że pojmali Czarnego Rafała. W końcu oddział strażników udał się do wskazanego miejsca i pojmał Czarnego Rafała. Jego proces trwał długo a na jaw wyszło wiele przestępstw. Został skazany na śmierć.

Poręba
Podstarości z Niegoszowic i jego miłość pan Wawrzyniec. — Drewniany konik, brat drewnianej jaszczurki. — Do Poręby! — Skowronek w gnieździe. — Jasiek nie je klusek, Marysia skubie róg zapaski

Czeladnicy mistrza Wita po pracy zebrali się w gospodzie „Pod Srebrną Gruszą” na wyzwolinach pozłotnika Pietrka z Myślenic. Wawrzek pozostał sam. Po pięciu latach i trzech miesiącach odwiedził go Jasiek, który znów pracował u pana miecznika. Wspomniał, że miał już uzbieraną sporą sumę i wkrótce będzie go stać na zakup gruntów. Jasiek przyuczał się do prac polowych w Grodzisku pod Piotrkowem u pana podstolego, a następnie powrócił do Niegoszowic, gdzie został podstarościm. Wawrzek opowiedział mu z kolei o wyprawie do Wilna i podarunku królewicza.

Kolejne lata mijały mu na pracy u Wita Stwosza, który uważał go za swoją prawą rękę. Ołtarz był już prawie wykończony. Chłopak był też drużbą na weselu Jadwigi i Stanka Stwosza. Jasiek zaproponował Wawrzusiowi, by wspólnie udali się do Poręby, na co ten bardzo się ucieszył. Po paru dniach ruszyli wspólnie pieszo do rodzinnej miejscowości. Po drodze napotkali jadącego wozem gospodarza i z nim odbyli ostatni kawałek drogi, wypytując o bliskich w Porębie. Przed wsią zeszli z wozu a Wawrzuś puścił się biegiem w stronę domu. Przed chatą spotkał ośmioletniego chłopca – okazało się, że to jego brat - Jędrek. Pokazał mu, jak się rzeźbi i wystrugał konia.


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


  Dowiedz się więcej
1  Historia żółtej ciżemki - streszczenie w pigułce
2  „Historia żółtej ciżemki” - skrócony plan wydarzeń
3  Wawrzek – charakterystyka postaci



Komentarze: Historia żółtej ciżemki - streszczenie szczegółowe

Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)
Imię:
Komentarz:
 





Streszczenia książek
Tagi: